Zobaczyłam ten sam, stary i sypiący się dom, tyle że od środka.
Ogień, który niegdyś chłonął ten dom, pozostawił po sobie ślady chyba w każdym
możliwym miejscu. Ściany tego domu niemalże w 90% były czarne od pożaru, mebli
ogień też nie oszczędził. Krótko mówiąc wszystko nadawało się na złom. Jednak w
tym całym domowym pogorzelisku można było dostrzec kunszt, z jakim stworzono i
zaprojektowano ten dom. Pomieszczenia, mimo iż były w opłakanym stanie, nadal
zachowały klimat dawnych lat.
Przechadzałam się tak po domu, zarówno na parterze jak i na piętrze,
i już miałam wychodzić, kiedy nagle potknęłam się o dywanik na korytarzu. W ten
sposób niechcący go przesunęłam i zobaczyłam na podłodze drzwiczki do
piwnicy. Bałam się tam wejść, jednak ciekawość była silniejsza od lęku.
Postanowiłam tam zejść. Kiedy już byłam na dole, wyczułam na ścianie włącznik
światła, które po włączeniu złowrogo zamigotało. Wszędzie było pełno pajęczyn,
co dodatkowo przyprawiało mnie o gęsią skórkę. Pozostałam jednak nieugięta i
rozglądałam się dalej. Nie było tak nic specjalnego. Widać było, że piwnica to
chyba jedyne miejsce, które w bardzo małym stopniu zostało strawione przez
ogień. Wszędzie było pełno starych, zepsutych już zapraw, słoików, narzędzi, a
na końcu piwnicy znajdował się piec.
Już wchodziłam po drabince do góry i miałam stamtąd uciekać, kiedy
to usłyszałam głośne pukanie do drzwi i głos Spencer, krzyczącej coś w stylu
,,Jadą tutaj!”. Przeraziłam się na tyle, że kompletnie nie wiedziałam
co robić. Zostać tutaj i się schować, czy uciekać gdzie pieprz rośnie? W końcu
wybrałam jednak to pierwsze. Zamknęłam szybko drzwiczki i pędem schowałam się w
najciemniejszy kąt tego pomieszczenia. Siedziałam tak cicho, że oprócz kroków
dwóch osób i ich głosów, słyszałam także bicie swojego serca, które chyba miało
zamiar wyskoczyć mi z klatki piersiowej. Starałam się to ignorować i słuchałam
rozmowy policjantów, którzy chyba nie pomyśleli o tym, ze ktoś mógł schować się
w piwnicy.
- Zastanawia mnie tylko jedno: Kto i po jaką cholerę non
stop tutaj przychodzi.
- Pewnie jakieś szczeniaki przychodzą tutaj orgie uprawiać.
Wiesz, taki fajny klimat i do tego dreszczyk emocji. W sam raz na sobotni
wieczór we troje.
Nic więcej już nie usłyszałam, bo najprawdopodobniej wyszli
już z budynku. Napisałam wtedy sms-a do Spencer:
- ,,Pojechali już?”
- ,,Moment, właśnie wsiadają do wozu. Dam ci sygnał kiedy
odjadą.”
I tak czekałam na ten sygnał od Spencer. Chyba policjanci
zrobili sobie piknik w samochodzie, bo przez dobre pół godziny nie dawała znaku
życia. Postanowiłam nie czekać dłużej i wyjść z ukrycia. Na palcach weszłam po
drabince a potem najciszej a za razem najszybciej jak potrafiłam, wbiegłam do
kuchni chcąc stamtąd wyjść tylnymi drzwiami na zewnątrz. Podbiegałam już do
drzwi wyjściowych, kiedy to ktoś zakrył mi usta i mocno chwycił w pasie i zaciągnął
do salonu. Nie było to tak fajne i przyjemne jak we śnie. Ta osoba ewidentnie
nie miała pokojowych, ani tym bardziej erotycznych zamiarów. Przestraszyłam
się, ale tym razem mój mózg zaczął pracować na pełnych obrotach, aż w końcu
doszło do tego, że w ramach obrony z całej siły, najmocniej jak tylko
potrafiłam, ugryzłam napastnika w palce, co oczywiście uwolniło moja twarz od
jego dłoni. Jednak niestety ten ktoś był zbyt silny, bym mogła uwolnić się w
stu procentach i mimo zranionej ręki (Tak jest! Ugryzłam go do krwi - taki ze
mnie kozak! W końcu swego czasu ostrzyło się ząbki otwierając nimi butelki od
piwa xD) zaciągnął mnie do salonu. Tam zobaczyłam Spencer – związaną grubymi
linami i z buzią zaklejoną srebrną taśmą. I w tym momencie ruszyło mnie sumienie. Jak
mogłam być taka głupia i narażać kogoś na niebezpieczeństwo, tylko po to, by
zaspokoić swoją ciekawość? Napastnik usadził mnie obok niej i sprawnym ruchem
najpierw związał mi wszystkie kończyny, a potem przywiązał do Spencer. Oczywiście opierałam się, ale to nic nie dało.
Kiedy już mnie związał w końcu
miałam okazję mu się przyjrzeć. I zamarłam. Mimo iż miał na sobie kominiarkę
zamiast maski Zorro wiedziałam, że to on. Chyba już zawsze rozpoznam te jego
magiczne oczy. Kiedy tak wpatrywałam się w nie, zauważyłam że i on patrzy mi
prosto w oczy. Nie było to spojrzenie takie jak we śnie – pełne aprobaty i za
razem opanowania. Tym razem jego spojrzenie było zimne, pozbawione
jakichkolwiek uczuć. Zdawało się wyrażać tylko i wyłącznie ,,Dlaczego ona się
tak na mnie gapi?”. Utwierdziło mnie ono w przekonaniu, że to był tylko i
wyłącznie sen i pozbawiło jakichkolwiek nadziei, że mógł to być sen na jawie. Po
chwili słychać było warkot, a na ścianie było widać blask świateł samochodu
wjeżdżającego na podjazd. Chwilę później
w salonie pojawił się jakiś ważniak w garniturze i jakiś jego przypakowany
pomocnik. Bałam się ich trochę, ale wiedziałam, że taki typom nie można ulegać
i trzeba być twardym. Pragnęłam tylko wiedzieć czego oni od nas chcą.
- Oj dziewczynki, dziewczynki. Nie
ładnie tak buszować po cudzym domu. – powiedział ważniak.
- Nie ładnie. – Jak echo powtórzył
jego przydupas.
- Po co tutaj przylazłyście? –
Spytał chłopak już teraz nie w masce Zorro.
A ja przewróciłam ironicznie
oczami i przez taśmę zaczęłam bełkotać, po czym wściekle spojrzałam najpierw na
niego, potem na taśmę na moich ustach, by przekazać mu, żeby mnie od tego
uwolnił. Na szczęście chłopak był w miarę bystry i od razu zrozumiał o co
chodzi. Podszedł do mnie i szybkim ruchem oderwał taśmę, na co ja cicho
pisnęłam.
- To co, zaczniesz w końcu
nawijać? – spytał przydupas pociągając jednocześnie nosem, niczym Anusiak z
,,Włatców móch”.
- Jestem tutaj nowa i po prostu
byłam ciekawa tego miejsca. – powiedziałam jak najwiarygodniej tylko
potrafiłam, choć wiedziałam, że to nie jest do końca prawda.
- Kłamiesz! Kłamiesz w żywe oczy! –
powiedział ważniak, po czym podszedł do mnie bliżej, chwycił mnie mocno za
brodę i skierował moją twarz w jego stronę. – Przyznaj się, że przyszłaś tutaj
węszyć! Ciekawi cię, kto podpalił ten dom i tym samym przyczynił się do śmierci
Nicki Rose, nieprawdaż? Znam twoje zamiary dziecinko i nie pozwolę ci dalej
węszyć. Albo skończysz z tym, albo obrócimy twoje i jej – w tym momencie kiwnął
głową w stronę Spencer – życie w piekło.
- Nie węszyłam i nie mam zamiaru
mieszać się w takie bagno. – powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy, pałając
jednocześnie wrogością.
- A tylko spróbuj, to wiesz co się
stanie… - powiedział, po czym pchnął mnie za ramie tak mocno, że obie ze
Spencer prawie obaliłyśmy się na plecy, a sam wyszedł z domu. Chwilę potem
ewakuował się także przydupas, a Chłopak Już Nie W Masce Zorro spojrzał na mnie
tak, jakby znał moje zamiary i chciał powiedzieć ,,Nie mieszaj się w ta sprawę,
bo to bagno wciąga” po czym przeczołgał się tak aby nikt z zewnątrz go nie
widział, po czym wyjął nóż i przeciął liny krępujące mnie i Spencer, a chwilę
później wybiegł z domu, wsiadł do samochodu i odjechali z piskiem opon.
A w mojej głowie pojawiło się
kolejne pytanie: Kim oni wszyscy są, do cholery?
Ciekawi mnie kim są ci kolesie. Na pewno jeszcze nie raz zamieszają :)
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na next :*
Świetny ! ;]
OdpowiedzUsuńrainbow-3.blogspot.com
Bardzo fajne, podoba mi się, na pewno będę czytać, masz świetny styl pisania, którego akurat mi brak, bardzo jestem ciekawa co Ty sądzisz o moim opowiadaniu!
OdpowiedzUsuńhttp://theworldbehindthecurtain.blogspot.com
Niezłe ząbki i odwaga xD
OdpowiedzUsuńAle faktycznie ciekawe co to za jedni?
Życzę weny!
http://klaracelmer.blog.pl
Powiedz mi jedno kochana jak mozna cie dodacndo obserwowanych
OdpowiedzUsuń-A???! :P Nieee tylko nie Zorro.To nie on nie?? xd
OdpowiedzUsuń