niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 5.

Kiedy Chłopak Już Nie W Masce Zorro wybiegł z domu, podniosłam się z ziemi i pomogłam Spencer wstać. Zaraz potem szybkim ruchem odkleiłam taśmę z jej ust, co musiało ją zaboleć, bo potem jeszcze przez kilka dobrych minut dotykała tych okolic.
- Przepraszam, że cię w to wciągnęłam i naraziłam na niebezpieczeństwo. - Powiedziałam ze skruchą, wbijając przy tym wzrok w ziemię.
- W porządku. Żadna z nas nie mogła tego przewidzieć. Nie było to najprzyjemniejsze doświadczenie w moim życiu, ale przynajmniej teraz wiemy, że powinnyśmy trzymać się od tego domu z daleka.
- Problem w tym, że ja chyba nie wytrzymam, bo mnie zżera ciekawość. - Rzekłam, po czym patrzyłam na nią z uwagą i śledziłam każdy jej najdrobniejszy ruch, by zrobić unik, w razie gdyby ta planowała zrobić zamach na moje życie, chcąc wybić mi to z głowy. Na szczęście obeszło się bez tego. Za to werbalnie zostałam przez nią dosłownie zlinczowana:
- Pogięło cię do reszty, czy tylko tak udajesz? Przecież ci kolesie zniszczą ci życie jak tylko zaczniesz węszyć. - Wykrzyczała mi prosto w twarz wbijając we mnie odrobinę przerażone spojrzenie.
- Może i tak, ale przyznaj szczerze: Nie interesuje cię kto, jak i dlaczego tutaj zginął? - Spytałam po czym wymownie na nią spojrzałam wyczekując odpowiedzi.
- Owszem, jest to interesujący temat, ale wyobraź sobie, że jeszcze życie mi jest miłe. Jestem młoda, nie chcę już wąchać kwiatków od spodu.
I na tym skończyła się nasza rozmowa na ten temat. Postanowiłam, że nie będę jej do tego mieszać. Kiedy opuszczałyśmy to miejsce, przed zamknięciem drzwi, dla stworzenia pozorów obejrzałam się za siebie. Chciałam, by Spencer myślała, że żegnam się z tym miejscem raz na zawsze. Ja jednak wiedziałam, że to nie jest moja ostatnia wizyta w tym miejscu. Kiedy wracałyśmy do domu zaczynało już robić się szaro, a brązowowłosa zaczęła opowiadać mi więcej faktów o sobie. Mówiła o swojej rodzinie. Dzięki temu dowiedziałam się, że jej rodzice to prawnicy i że ma starszą siostrę. Ale resztę informacji, tak niekulturalnie i po chamsku wpuszczałam jednym, a wypuszczałam drugim uchem. Starałam się sprawiać wrażenie zainteresowanej, ale tak naprawdę myślami byłam w innym świecie. Myślałam o tym wszystkim: starym domu, chłopaku, podejrzanych typach no i o Nicky Rose - dziewczynie, która tam zginęła. Zastanawiało mnie co takiego się stało, czym ta dziewczyna zasłużyła na tak okrutną karę.
Z zamyślenia jednak wyrwał mnie dźwięk obcego głosu. Po chwili zorientowałam się, że na przeciwko mnie stoi sympatycznie wyglądająca brunetka z różowymi pasemkami we włosach. Była mniej więcej mojego wzrostu, czyli miała metr sześćdziesiąt w kapeluszu. Jej styl był dość specyficzny. Miała na sobie białą, nieco rozciągniętą bluzkę bez rękawów, do tego czarne leginsy w srebrne i błyszczące czaszki, a na stopach grafitowe, pokryte brokatem kalosze.
- Cześć, jestem Aria. - powiedziała, po czym wyciągnęła rękę w moją stronę.
- Gośka. Miło mi. - odpowiedziałam ściskając jednocześnie jej dłoń, wpatrując się w jej orzechowe oczy i uśmiechając się lekko. - Ale tak jak Spencer możesz mówić na mnie Maggie.
- Chodźcie, odprowadzę was i przy okazji trochę pogadamy. A więc Maggie: Skąd ty się tu właściwie wzięłaś?
W odpowiedzi opowiedziałam jej pokrótce swoją historię, pomijając ostatnie wydarzenia i sen, gdyż nie chciałam jej do siebie zrazić. Trzeba przyznać, że to wszystko jest trochę pokręcone, a takie rzeczy zazwyczaj nie świadczą dobrze o człowieku i jego psychice. Po około 5 minutach dotarłyśmy przed mój dom. Aria chciała pójść już do siebie, ale udało mi się ją przekonać by wstąpiła do mnie jeszcze na chwilkę razem ze Spencer. Jako, że humor nam się nieco poprawił, weszłyśmy rozweselone do domu. Miny nam jednak nieco zrzedły, gdy zobaczyłyśmy naszych rodziców. Moja mama była cała zapłakana, pani Hastings ją pocieszała choć sama miała zatroskaną minę. Nasi ojcowie stali z założonymi rękami, a na ich twarzach malowały się na przemian zmartwienie i wściekłość. Kiedy to zauważyłyśmy, miałyśmy ochotę wiać, gdzie pieprz rośnie. Na kilometr wyczuwałam co najmniej miesięczny szlaban. Wyglądało na to, że wszystkie miałyśmy te same myśli i zamiary, ponieważ każda z nas obróciła się na pięcie i już miałyśmy stamtąd uciekać, jednak moja mama była szybsza.
- Och córeczko, jak dobrze, że jesteś. Nic ci nie jest? - spytała po czym wyściskała mnie tak mocno i długo, że powoli zaczynało brakować m tchu. Po chwili zjawił się obok mnie i ojciec:
- Gdzieś ty była tyle czasu, do jasnej cholery?! Miałyście tylko zrobić zakupy!
Jak się okazało nie było nas całe 5 godzin! Nawet nie wiem kiedy to zleciało. W każdym razie jakoś wytłumaczyłyśmy się rodzicom, ale niestety szlaban mnie nie ominął. Tak jak przypuszczałam - miesiąc nie wychodzenia z domu ze znajomymi. Jestem tutaj nowa i zamiast poznawać ludzi i otoczenie, to muszę kwitnąć w domu. Po prostu cudownie.
Zrobiło się już na tyle późno, że państwo Hastings wychodzili już do siebie, a Arii nie pozwolono zostać dłużej, chociażby ze względu na mój szlaban.
Kiedy już wszyscy goście opuścili nasz dom, rozłożyłam w kuchni zakupy (tak, o dziwo udało mi się je donieść do domu w całości), a potem poszłam do łazienki. Tam szybciutko zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i wskoczyłam pod prysznic. Odkręciłam kurek od ciepłej wody i stałam tak przez kilka minut, czując z osobna każdą kropelkę spływającą po moim ciele. Wbrew pozorom bardzo przejęłam się tym wszystkim co się dzisiaj działo. Kiedy ten macho chwycił mnie za brodę, całe życie przeleciało mi przed oczami! Może to dziwne, ale za razem byłam tym wszystkim przerażona i podniecona. W moim do tej pory tak okropnie nudnym życiu w końcu zaczęło się coś dziać. Nie mniej jednak wydarzenia z tego dnia okrutnie mnie wymęczyły, a ciepły prysznic był dla mnie formą relaksu przed snem. Po chwili stania pod ciepłym strumieniem wody dopadła mnie senność, więc szybko umyłam głowę i resztę ciała. Po wyjściu spod prysznica wytarłam się i owinęłam ręcznikiem. W takim ,,stroju" stanęłam przy zlewie, oparłam się o niego i spojrzałam w swoje lustrzane odbicie. W naturalnej wersji nie byłam ani okazem urody, ani też skrajną brzydulą. Bez makijażu i fajnego stroju wyglądałam bardzo przeciętnie. Miałam niewielkie, niebieskie oczy, dość wąskie usta i całkiem zgrabny nos, a na głowie, w tamtej chwili mokre, blond włosy sięgające mi za łopatki.
- No nic, pora zakończyć zalatujące narcyzmem przemyślenia. - pomyślałam, po czym szybko umyłam zęby i wyszłam z łazienki. Kiedy tak szłam korytarzem, owinięta jedynie w ręcznik, usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam wiec sprawdzić kto to się dobija do nas o tej porze. Spojrzałam przez wizjer, a po drugiej stronie nie było nikogo widać. Wtedy ponowie usłyszałam pukanie.  Dobiegało ono z innej części domu. Postanowiłam więc sprawdzić drzwi balkonowe, które mieszczą się na piętrze na końcu korytarza. Po drodze zgarnęłam tasak z kuchni, by w razie czego mieć się czym bronić. Przez korytarz na piętrze szłam na palcach, co po rusz chowając się do jakiegoś pomieszczenia, by ktoś mnie nie zauważył. Kiedy podeszłam do drzwi balkonowych zobaczyłam, że to on.

4 komentarze:

  1. uuuu, na spotkanie z nieznajomym w samym ręczniku, no no no :D
    notka świetna, napisz szybko kolejną bo nie mogę się już doczekać kontynuacji tego wątku :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Tematyka bloga ciekawa jak sam blog <3
    Wygląd boski :**
    Wszystko jest idealne :)
    Zapraszam do mnie w wolnej chwili ------->http://opowiadanie-tom.blogspot.com/ <----
    Liczę że zajrzysz i zostawisz ślad :)

    OdpowiedzUsuń
  3. studiuję z Tobą, a nie wiedziałam, że taka zdolniacha z Ciebie:) czekam z niecierpliwością na kontynuację :)

    OdpowiedzUsuń
  4. niezły widok musiał mieć ten chłopak :D świetna historia, ciekawa :) oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń