piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 12

Następnego dnia dziwnym trafem znalazłam się w swoim łóżku. Obudziłam się z potwornym bólem głowy, a w buzi totalnie mnie suszyło. Powoli wyszłam spod kołdry i ruszyłam w kierunku kuchni. Po drodze zauważyłam też, że jakaś dobra duszyczka pomogła mi ubrać się w piżamę. Zeszłam na dół powolnym i jeszcze lekko chwiejnym krokiem a następnie poszłam do kuchni, chwyciłam pierwszą lepszą szklankę i nalałam sobie wody z kranu. Kiedy już się napiłam, postanowiłam zrobić sobie herbaty z cytryną, bo podobno witamina C bardzo pomaga na kaca. Zdążyłam zaparzyć herbatę i wrzucić do niej plaster cytryny, gdy w domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Nie zważając na to, że jestem w samej piżamie poszłam je otworzyć.

- Słyszałaś co się stało?! - wypaliła głośno Spencer, po czym szybkim i pewnym krokiem bez zaproszenia weszła do mojego domu.
- Ciii. - powiedziałam do niej kładąc przy tym palec na usta i lekko mrużąc oczy. - Mów ciszej, bo zwariuję.
- Trzeba było jeszcze więcej pic. - skarciła mnie po czym kontynuowała swoją wypowiedź. - Podobno znaleziono narzędzie zbrodni, którym zabito Nicki Rose! Gdzieś w ogrodzie tego domu, w którym byłyśmy.
- A to ona nie spaliła się w pożarze? - Zapytałam, gdyż sama pogubiłam się już w tej historii.
- No nie do końca. Podpytałam dzisiaj mamę jak to wszystko dokładniej wyglądało, bo wiesz jeszcze rok temu zbytnio ta sprawa mnie nie interesowała. Mama powiedziała, że rok temu ktoś podpalił dom państwa Rose. Cała rodzina ewakuowała się z płonącego domu, wszyscy byli razem do pewnej chwili. Podobno Nicki oddaliła się po to by przegnać nastoletnich gapiów. Nie chciała by ktoś patrzył na tragedię jej i jej rodziny. I w tym momencie zniknęła. Z tego co ostatnio pisali w gazecie wnioskuję, że jakiś typ ją gdzieś zwabił za dom, a następnie siłą zaciągnął do lasu. A dalej to lepiej nie mówić.
- O rany. - to jedyne co potrafiłam z siebie wykrztusić. Wszystko w głowie zaczęło mi się składać w kompletną całość. Podejrzewałam, że to Garrett zwabił gdzieś Nicki a następnie zaciągnął ją do lasu i tam zrobił krzywdę. - I co teraz? Będą szukać jakichś śladów sprawcy?
- No przecież już znaleźli. Ty mnie w ogóle słuchasz? - spytała poirytowana. - Toć mówiłam ci, że znaleźli narzędzie zbrodni. Znaleźli nóż z zaschniętymi śladami krwi. Zbadali ją i wyszło, że to krew tej dziewczyny. Teraz tylko pewnie zbadają narzędzie pod kątem odcisków, czy jakichś innych śladów DNA, a następnie wyszukają w bazie danych tego złoczyńcę.
- Oby. - odpowiedziałam spokojnie, nie dając po sobie poznać emocji jakie mną targały.

Pewnie każdy pomyśli, że co mnie to obchodzi? Dlaczego ja się tym tak przejmuję? Każdy normalny człowiek co najwyżej współczułby rodzinie. Ze mną było jednak nieco inaczej, bo... a z reszta nie ważne. Nie chciałam w tym momencie o tym myśleć. Spencer zdawała się nie dostrzegać moich rozterek, co sprawiło mi małą ulgę. Po kilku minutach gadania, co będzie jeśli, postanowiła, że musi już iść, bo mama na nią czeka. Kiedy tylko zamknęłam za nią drzwi, wróciłam do kuchni po swoją herbatę, zaniosłam ją do pokoju, otuliłam się kocem i usiadłam z kubkiem w ręku na łóżku. Założyłam słuchawki na uszy i jedyne na co miałam w tamtej chwili ochotę, to słuchanie smutnych piosenek. Kiedy poleciała moja ulubiona piosenka, poczułam jak słone krople spływają mi po policzkach. Kolejne niechciane łzy płynęły po twarzy, by ostatecznie trafić do kubka z nieruszoną i już wystudzoną herbatą. Sprawa Nicki Rose obudziła we mnie niezbyt przyjemne wspomnienia z czasów gimnazjum. Pewnego grudniowego popołudnia wychodziłam ze szkoły cała w skowronkach, gdyż udało mi się zdobyć piątkę z trudnego sprawdzianu z matematyki. Szybko jednak uśmiech zniknął z mojej twarzy, a na jego miejscu pojawił się grymas strachu. Szłam właśnie w kierunku domu ulicami osiedla sąsiadującego ze szkołą, kiedy zauważyłam, że idzie za mną grupka nieznanych mi starszych chłopaków. Na początku tylko lekko się wystraszyłam, ale kiedy szli za mną przez kolejne przecznice, mój strach zaczął narastać. Nie tylko dlatego, że szli za mną cały czas, ale też dlatego, że przyspieszali tempo. W końcu doszło do tego, że zaczęłam przed nimi uciekać, a oni mnie gonili. Niestety biegali szybciej ode mnie. Najwyższy z nich chwycił mnie mocno za ramiona i pokierował w kierunku piwnicy jednego z bloków. Usiłowałam się uwolnić, lecz marne były tego skutki. Ostatecznie znalazłam się w śmierdzącej, brudnej piwnicy. Wtedy chłopak szybkim ruchem obrócił mnie tak, że stałam teraz z nim twarzą w twarz. Był wysokim, dobrze zbudowanym blondynem o szarych, pełnych żądzy oczach. Jednym ruchem pchnął mnie na ziemię. Kiedy zaczęłam się podnosić, jego kumple ruszyli mu na pomoc i trzymali mnie za ramiona i nogi w pozycji leżącej. Wtedy blondas zaczął się do mnie dobierać. Jeździł mi tymi lepkimi, spoconymi łapami pod bluzką, dotykał piersi i każdego innego zakątka mojego tułowia. Jak pewnie domyślacie się, zaczęłam drzeć się w niebogłosy. Wtedy jeden z jego kumpli zakneblował mnie, ja jednak nie ustawałam i mimo jakiejś szmaty w ustach nadal starałam się nie być cicho. Po chwili przez gorące łzy w oczach nie byłam w stanie już widzieć co robi blondyn. Jedynie po zgrzycie zamka zorientowałam się, ze ściąga spodnie. Miałam nadzieję, że słyszałam zamek u jego spodni, jednak się myliłam. Odpiął zamek moich spodni i już miał je ściągać, kiedy nagle w piwnicy zjawiło się trzech mężczyzn po 30-stce. Na szczęście mieli więcej rozumu niż młodsi koledzy i  jeden z nich wezwał policję, a pozostali rozprawili się z napastnikami tak, że zostałam uwolniona. Ten, który dzwonił po policję, widząc moją zapłakaną twarz pobiegł do swojego domu i po chwili wrócił z żoną, która nie zważając na to, że byłam jej kompletnie obca, podeszła i przytuliła mnie do siebie. 
Kiedy już wynurzyłam się z przykrych wspomnień usłyszałam kolejny dzwonek do drzwi. Przekonana, ze to znowu Spencer, zeszłam niespiesznie na dół i uchyliłam drzwi. Widok za nimi nieco jednak mnie zadziwił. A może nawet przestraszył. 
- Mark Stewart, policja. Czy pani to Małgorzata Mróz? - spytał wysoki mężczyzna w policyjnym mundurze, z trudem wymawiając moje imię i nazwisko. 
- Tak, to ja. - Odparłam odrobinę niepewnie. 
- Jest pani proszona o przybycie na komisariat, na przesłuchanie. - powiedział jednym tchem.
- Ja? Ale... dlaczego? - spytałam nie ukrywając swojego zaszokowania. 
- Jest pani ważnym świadkiem w sprawie zaginięcia i prawdopodobnie zabójstwa niejakiej Nicky Rose. Proszę z nami. - Mężczyzna spojrzał na mnie z wyższością, pokazując jednocześnie gestem na wóz policyjny. Ja, przerażona tym wszystkim co się właśnie wokół mnie działo, ubrałam pierwsze lepsze buty, zabrałam kurtkę i klucze z haczyka, i zamknęłam za sobą drzwi. Chwilę później znajdowałam się już na tylnym siedzeniu radiowozu. Było to dość dziwne uczucie. Czułam się jakbym była czemuś winna, choć tak na prawdę przecież nic nie zrobiłam. 
- Ekhm... - odchrząknęłam. - A można wiedzieć w jakiej dokładniej sprawie chcecie mnie państwo przesłuchać? 
Przez kilka sekund panowała cisza. Widać, że policjant zastanawiał się, czy może mi o tym powiedzieć. 
- Według naszych obserwacji i zeznań innych świadków, miała pani bliski kontakt z osobą, która od niedawna jest podejrzana o morderstwo. 
Zatkało mnie. Nie byłam w stanie wykrztusić z siebie nawet głupiego ,,Aha". Pierwszą osobą, jaka przyszła mi na myśl był Garrett. Ale czy ja miałam z nim aż tak bliski kontakt? Wątpię, by można było tak nazwać naszą relację...

___________________________

Jakieś pół godziny później siedziałam w pokoju przesłuchań. Wyglądał on zupełnie jak w tych amerykańskich filmach - kształt prostokąta, szare ściany, po lewej stronie przyciemniana szyba, przez którą od wewnątrz nic nie było widać, a na środku duży stół, z krzesłami ustawionymi vis a vis. Przez dobrą chwilę siedziałam sama, zachodząc w głowę, o kogo może chodzić. Po kilku minutach zjawił się inny mężczyzna. Był średniego wzrostu, jego włosy miały kolor czarny z drobnymi siwymi przebłyskami. Miał około 40-ści lat. Na jego twarzy malowało się skupienie, ale także odrobinę zszargane nerwy. Wolałam więc nie zadzierać z nim i mówić wszystko to co wiem. 
- Witam, nazywam się Steven Coleman, jestem tutejszym detektywem. Pozwoli pani, że zadam kilka pytań. 
- Oczywiście. - odpowiedziałam prędko. To pytanie, które za chwile miałam usłyszeć totalnie zbiło mnie z tropu. 
- Czy zna pani Noela Kahna? - spytał detektyw, po czym wbił we mnie wzrok, jakby chciał mnie prześwietlić oczami. 
- Tak, znam go. - odparłam. 
Dalej można się domyślić, jakie pytania padały, zbyt długo by opowiadać. Z resztą nie są to zbyt przyjemne wspomnienia. Niby krzywda fizyczna mi się nie działa, ale jednak zabolało to co usłyszałam na sam koniec. 
- Najprawdopodobniej Noel Kahn panią oszukał. Niestety nie mogę nic więcej pani na ten temat powiedzieć. Proszę tylko, by była pani ostrożna. 
Po tych słowach zostałam wypuszczona z pokoju przesłuchań. Wyszłam stamtąd niespiesznie, bo tak naprawdę nie wiedziałam gdzie mam się podziać, co ze sobą zrobić. Kiedy wyszłam z posterunku, tradycyjnie już włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam jedną z moich ukochanych smutnych piosenek. W tym momencie czułam się totalnie zagubiona. Nie wiedziałam już komu tak naprawdę mogę ufać, a kogo traktować z dystansem. Nie miałam pojęcia jak i po co, ale Noel mnie oszukał. Być może także wykorzystał. Pewnie dlatego, że chciał bym jego nie podejrzewała. Ale dlaczego ja? Czyżby wiedział, że byłam tego pierwszego dnia w spalonym domu? Nie wiem. Już kompletnie nic nie wiem. Czułam tylko jedno: iż wiem, że to on zabił Nicki Rose. Skąd to wiem? Ojciec Nicki w liście opisał, że widział jak kłóciła się z jakimś ciemnowłosym mężczyzną w garniturze. Zaczęłam myśleć też, że mój sen, ten sprzed kilkunastu dni, nie był zwykłym snem, tylko był proroctwem. Próbowałam jeszcze raz przypomnieć sobie dokładniej to co widziałam w śnie, te wnętrza domu który tak naprawdę spłonął. Uświadomiłam sobie, że zachowanie Noela w tym śnie wskazywało, że kocha elegancję. Nie widziałam jego twarzy, ale wiedziałam, że rozglądając się po pomieszczeniu, delektował się pięknymi widokami, eleganckim wnętrzem salonu i całego domu. To musiała być jakaś wskazówka. Przez chwilę chciałam się cofnąć i powiedzieć to wszystko na komisariacie, ale po chwili dotarło do mnie: Kto uwierzy w taki sen? Wezmą mnie za totalną wariatkę. Szczerze mówiąc nie obchodziło mnie już co zrobi policja, chciałam tylko jednego: żeby go zamknęli. Za to jak skrzywdził Nicki Rose. Za to jak skrzywdził mnie. 



THE END. 

Pewnie macie drobny niedosyt po tym, że nie napisałam czegoś w stylu ,,Ta i ta osoba została skazana na tyle i tyle lat więzienia za takie i takie zabójstwo", ale tą drobną końcóweczkę zostawiam waszej wyobraźni. Dziękuję za to, że czytaliście to opowiadanie. Dzięki wam pierwszy raz w życiu skończyłam opowiadanie :D Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś traficie na jakiegoś mojego innego bloga. See ya!