Następnego dnia dziwnym trafem znalazłam się w swoim łóżku.
Obudziłam się z potwornym bólem głowy, a w buzi totalnie mnie suszyło. Powoli
wyszłam spod kołdry i ruszyłam w kierunku kuchni. Po drodze zauważyłam też, że
jakaś dobra duszyczka pomogła mi ubrać się w piżamę. Zeszłam na dół powolnym i
jeszcze lekko chwiejnym krokiem a następnie poszłam do kuchni, chwyciłam
pierwszą lepszą szklankę i nalałam sobie wody z kranu. Kiedy już się napiłam,
postanowiłam zrobić sobie herbaty z cytryną, bo podobno witamina C bardzo
pomaga na kaca. Zdążyłam zaparzyć herbatę i wrzucić do niej plaster cytryny,
gdy w domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Nie zważając na to, że jestem w
samej piżamie poszłam je otworzyć.
- Słyszałaś co się stało?! - wypaliła
głośno Spencer, po czym szybkim i pewnym krokiem bez zaproszenia weszła do
mojego domu.
- Ciii. - powiedziałam do niej kładąc przy
tym palec na usta i lekko mrużąc oczy. - Mów ciszej, bo zwariuję.
- Trzeba było jeszcze więcej pic. -
skarciła mnie po czym kontynuowała swoją wypowiedź. - Podobno znaleziono
narzędzie zbrodni, którym zabito Nicki Rose! Gdzieś w ogrodzie tego domu, w
którym byłyśmy.
- A to ona nie spaliła się w pożarze? -
Zapytałam, gdyż sama pogubiłam się już w tej historii.
- No nie do końca. Podpytałam dzisiaj mamę
jak to wszystko dokładniej wyglądało, bo wiesz jeszcze rok temu zbytnio ta
sprawa mnie nie interesowała. Mama powiedziała, że rok temu ktoś podpalił dom
państwa Rose. Cała rodzina ewakuowała się z płonącego domu, wszyscy byli razem
do pewnej chwili. Podobno Nicki oddaliła się po to by przegnać nastoletnich
gapiów. Nie chciała by ktoś patrzył na tragedię jej i jej rodziny. I w tym
momencie zniknęła. Z tego co ostatnio pisali w gazecie wnioskuję, że jakiś typ
ją gdzieś zwabił za dom, a następnie siłą zaciągnął do lasu. A dalej to lepiej
nie mówić.
- O rany. - to jedyne co potrafiłam z
siebie wykrztusić. Wszystko w głowie zaczęło mi się składać w kompletną całość.
Podejrzewałam, że to Garrett zwabił gdzieś Nicki a następnie zaciągnął ją do
lasu i tam zrobił krzywdę. - I co teraz? Będą szukać jakichś śladów sprawcy?
- No przecież już znaleźli. Ty mnie w
ogóle słuchasz? - spytała poirytowana. - Toć mówiłam ci, że znaleźli narzędzie
zbrodni. Znaleźli nóż z zaschniętymi śladami krwi. Zbadali ją i wyszło, że to
krew tej dziewczyny. Teraz tylko pewnie zbadają narzędzie pod kątem odcisków,
czy jakichś innych śladów DNA, a następnie wyszukają w bazie danych tego
złoczyńcę.
- Oby. - odpowiedziałam spokojnie, nie
dając po sobie poznać emocji jakie mną targały.
Pewnie każdy pomyśli, że co mnie to obchodzi?
Dlaczego ja się tym tak przejmuję? Każdy normalny człowiek co najwyżej
współczułby rodzinie. Ze mną było jednak nieco inaczej, bo... a z reszta nie
ważne. Nie chciałam w tym momencie o tym myśleć. Spencer zdawała się nie dostrzegać
moich rozterek, co sprawiło mi małą ulgę. Po kilku minutach gadania, co będzie
jeśli, postanowiła, że musi już iść, bo mama na nią czeka. Kiedy tylko
zamknęłam za nią drzwi, wróciłam do kuchni po swoją herbatę, zaniosłam ją do
pokoju, otuliłam się kocem i usiadłam z kubkiem w ręku na łóżku. Założyłam
słuchawki na uszy i jedyne na co miałam w tamtej chwili ochotę, to słuchanie
smutnych piosenek. Kiedy poleciała moja ulubiona piosenka, poczułam jak
słone krople spływają mi po policzkach. Kolejne niechciane łzy płynęły po
twarzy, by ostatecznie trafić do kubka z nieruszoną i już wystudzoną herbatą.
Sprawa Nicki Rose obudziła we mnie niezbyt przyjemne wspomnienia z czasów
gimnazjum. Pewnego grudniowego popołudnia wychodziłam ze szkoły cała w
skowronkach, gdyż udało mi się zdobyć piątkę z trudnego sprawdzianu z
matematyki. Szybko jednak uśmiech zniknął z mojej twarzy, a na jego miejscu
pojawił się grymas strachu. Szłam właśnie w kierunku domu ulicami osiedla
sąsiadującego ze szkołą, kiedy zauważyłam, że idzie za mną grupka nieznanych mi
starszych chłopaków. Na początku tylko lekko się wystraszyłam, ale kiedy szli
za mną przez kolejne przecznice, mój strach zaczął narastać. Nie tylko dlatego,
że szli za mną cały czas, ale też dlatego, że przyspieszali tempo. W końcu
doszło do tego, że zaczęłam przed nimi uciekać, a oni mnie gonili. Niestety
biegali szybciej ode mnie. Najwyższy z nich chwycił mnie mocno za ramiona i
pokierował w kierunku piwnicy jednego z bloków. Usiłowałam się uwolnić, lecz
marne były tego skutki. Ostatecznie znalazłam się w śmierdzącej, brudnej
piwnicy. Wtedy chłopak szybkim ruchem obrócił mnie tak, że stałam teraz z nim
twarzą w twarz. Był wysokim, dobrze zbudowanym blondynem o szarych, pełnych
żądzy oczach. Jednym ruchem pchnął mnie na ziemię. Kiedy zaczęłam się podnosić,
jego kumple ruszyli mu na pomoc i trzymali mnie za ramiona i nogi w pozycji
leżącej. Wtedy blondas zaczął się do mnie dobierać. Jeździł mi tymi lepkimi, spoconymi
łapami pod bluzką, dotykał piersi i każdego innego zakątka mojego tułowia. Jak
pewnie domyślacie się, zaczęłam drzeć się w niebogłosy. Wtedy jeden z jego
kumpli zakneblował mnie, ja jednak nie ustawałam i mimo jakiejś szmaty w ustach
nadal starałam się nie być cicho. Po chwili przez gorące łzy w oczach nie byłam
w stanie już widzieć co robi blondyn. Jedynie po zgrzycie zamka zorientowałam
się, ze ściąga spodnie. Miałam nadzieję, że słyszałam zamek u jego spodni,
jednak się myliłam. Odpiął zamek moich spodni i już miał je ściągać, kiedy
nagle w piwnicy zjawiło się trzech mężczyzn po 30-stce. Na szczęście mieli
więcej rozumu niż młodsi koledzy i jeden z nich wezwał policję, a
pozostali rozprawili się z napastnikami tak, że zostałam uwolniona. Ten, który
dzwonił po policję, widząc moją zapłakaną twarz pobiegł do swojego domu i po
chwili wrócił z żoną, która nie zważając na to, że byłam jej kompletnie obca,
podeszła i przytuliła mnie do siebie.
Kiedy już wynurzyłam się z przykrych wspomnień
usłyszałam kolejny dzwonek do drzwi. Przekonana, ze to znowu Spencer, zeszłam
niespiesznie na dół i uchyliłam drzwi. Widok za nimi nieco jednak mnie
zadziwił. A może nawet przestraszył.
- Mark Stewart, policja. Czy pani to
Małgorzata Mróz? - spytał wysoki mężczyzna w policyjnym mundurze, z trudem
wymawiając moje imię i nazwisko.
- Tak, to ja. - Odparłam odrobinę
niepewnie.
- Jest pani proszona o przybycie na
komisariat, na przesłuchanie. - powiedział jednym tchem.
- Ja? Ale... dlaczego? - spytałam nie
ukrywając swojego zaszokowania.
- Jest pani ważnym świadkiem w sprawie
zaginięcia i prawdopodobnie zabójstwa niejakiej Nicky Rose. Proszę z nami. -
Mężczyzna spojrzał na mnie z wyższością, pokazując jednocześnie gestem na wóz
policyjny. Ja, przerażona tym wszystkim co się właśnie wokół mnie działo,
ubrałam pierwsze lepsze buty, zabrałam kurtkę i klucze z haczyka, i zamknęłam
za sobą drzwi. Chwilę później znajdowałam się już na tylnym siedzeniu
radiowozu. Było to dość dziwne uczucie. Czułam się jakbym była czemuś winna, choć
tak na prawdę przecież nic nie zrobiłam.
- Ekhm... - odchrząknęłam. - A można wiedzieć
w jakiej dokładniej sprawie chcecie mnie państwo przesłuchać?
Przez kilka sekund panowała cisza. Widać,
że policjant zastanawiał się, czy może mi o tym powiedzieć.
- Według naszych obserwacji i zeznań
innych świadków, miała pani bliski kontakt z osobą, która od niedawna jest
podejrzana o morderstwo.
Zatkało mnie. Nie byłam w stanie wykrztusić
z siebie nawet głupiego ,,Aha". Pierwszą osobą, jaka przyszła mi na myśl
był Garrett. Ale czy ja miałam z nim aż tak bliski kontakt? Wątpię, by można
było tak nazwać naszą relację...
___________________________
Jakieś pół godziny później siedziałam w
pokoju przesłuchań. Wyglądał on zupełnie jak w tych amerykańskich filmach -
kształt prostokąta, szare ściany, po lewej stronie przyciemniana szyba, przez
którą od wewnątrz nic nie było widać, a na środku duży stół, z krzesłami
ustawionymi vis a vis. Przez dobrą chwilę siedziałam sama, zachodząc w głowę, o
kogo może chodzić. Po kilku minutach zjawił się inny mężczyzna. Był średniego
wzrostu, jego włosy miały kolor czarny z drobnymi siwymi przebłyskami. Miał
około 40-ści lat. Na jego twarzy malowało się skupienie, ale także odrobinę
zszargane nerwy. Wolałam więc nie zadzierać z nim i mówić wszystko to co
wiem.
- Witam, nazywam się Steven Coleman,
jestem tutejszym detektywem. Pozwoli pani, że zadam kilka pytań.
- Oczywiście. - odpowiedziałam prędko. To
pytanie, które za chwile miałam usłyszeć totalnie zbiło mnie z tropu.
- Czy zna pani Noela Kahna? - spytał
detektyw, po czym wbił we mnie wzrok, jakby chciał mnie prześwietlić
oczami.
- Tak, znam go. - odparłam.
Dalej można się domyślić, jakie pytania
padały, zbyt długo by opowiadać. Z resztą nie są to zbyt przyjemne wspomnienia.
Niby krzywda fizyczna mi się nie działa, ale jednak zabolało to co usłyszałam
na sam koniec.
- Najprawdopodobniej Noel Kahn panią oszukał.
Niestety nie mogę nic więcej pani na ten temat powiedzieć. Proszę tylko, by
była pani ostrożna.
Po tych słowach zostałam wypuszczona z
pokoju przesłuchań. Wyszłam stamtąd niespiesznie, bo tak naprawdę nie
wiedziałam gdzie mam się podziać, co ze sobą zrobić. Kiedy wyszłam z
posterunku, tradycyjnie już włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam jedną z
moich ukochanych smutnych piosenek. W tym momencie czułam się totalnie
zagubiona. Nie wiedziałam już komu tak naprawdę mogę ufać, a kogo traktować z
dystansem. Nie miałam pojęcia jak i po co, ale Noel mnie oszukał. Być może
także wykorzystał. Pewnie dlatego, że chciał bym jego nie podejrzewała. Ale
dlaczego ja? Czyżby wiedział, że byłam tego pierwszego dnia w spalonym domu?
Nie wiem. Już kompletnie nic nie wiem. Czułam tylko jedno: iż wiem, że to on
zabił Nicki Rose. Skąd to wiem? Ojciec Nicki w liście opisał, że widział jak
kłóciła się z jakimś ciemnowłosym mężczyzną w garniturze. Zaczęłam myśleć też,
że mój sen, ten sprzed kilkunastu dni, nie był zwykłym snem, tylko był
proroctwem. Próbowałam jeszcze raz przypomnieć sobie dokładniej to co widziałam
w śnie, te wnętrza domu który tak naprawdę spłonął. Uświadomiłam sobie, że
zachowanie Noela w tym śnie wskazywało, że kocha elegancję. Nie widziałam jego
twarzy, ale wiedziałam, że rozglądając się po pomieszczeniu, delektował się
pięknymi widokami, eleganckim wnętrzem salonu i całego domu. To musiała być
jakaś wskazówka. Przez chwilę chciałam się cofnąć i powiedzieć to wszystko na
komisariacie, ale po chwili dotarło do mnie: Kto uwierzy w taki sen? Wezmą mnie
za totalną wariatkę. Szczerze mówiąc nie obchodziło mnie już co zrobi policja,
chciałam tylko jednego: żeby go zamknęli. Za to jak skrzywdził Nicki Rose. Za
to jak skrzywdził mnie.
THE END.
Pewnie macie drobny niedosyt po tym, że
nie napisałam czegoś w stylu ,,Ta i ta osoba została skazana na tyle i tyle lat
więzienia za takie i takie zabójstwo", ale tą drobną końcóweczkę zostawiam
waszej wyobraźni. Dziękuję za to, że czytaliście to opowiadanie. Dzięki wam
pierwszy raz w życiu skończyłam opowiadanie :D Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś
traficie na jakiegoś mojego innego bloga. See ya!