Po około 3 godzinach siedzieliśmy już w samolocie. Lot
dłużył nam się niezmiernie, ale cudownie było patrzeć przez okno na śpiącą
Europę. Kiedy wylądowaliśmy, w Nowym Jorku była godzina 6 rano. Od razu dała mi
się we znaki zmiana strefy czasowej . Kiedy tylko wysiadłam z samolotu, miałam
ochotę wsiąść w pierwszą lepszą taksówkę, zawołać ,,wio koniku!” i spać całą
drogę. Niestety to było nie możliwe. Po drodze trzeba było załatwić jeszcze
całe mnóstwo formalności. Na szczęście moi rodzice uwinęli się bardzo szybko w
tej kwestii i po około 2 godzinach wsiedliśmy do taksówki. Z Nowego Jorku do
Rosewood jest około 230 km, więc podróż tym środkiem transportu również nie należała
do krótkich, tym bardziej, że kierowca jechał nadzwyczaj przepisowo.
Mijaliśmy przeróżne widoki i krajobrazy, ale
dla mnie nie miały one większego znaczenia. Cały czas myślałam o tym śnie i o
jego głównym bohaterze. Kto to jest? Co miał znaczyć ten sen? Czy ja kiedyś go
jeszcze spotkam? Milion pytań siedziało mi w głowie, a odpowiedzi jak nie było
tak nadal nie ma. Wpatrując się tak w widoki zza szyby postanowiłam spróbować
znów zasnąć i kontynuować tamten sen, lecz nic z tego. Owszem zasnęłam, ale tym
razem nic mi się nie przyśniło. Po jakimś czasie obudził mnie głos mamy:
- Gośka wstawaj, jesteśmy już na miejscu. – powiedziała. Ja
bez słowa podniosłam głowę, przetarłam oczy i rozejrzałam się po okolicy. I w
tym momencie mnie zatkało. To było to osiedle! To samo, które pojawiło się w
moim śnie, gdy Chłopak W Masce Zorro prowadził mnie do tego starego domu!
Powinnam pewnie się cieszyć, ale ja miałam dość mieszane uczucia. Fajnie, że
taki miły sen się spełnia, ale z drugiej strony przerażało mnie to, bo nigdy
wcześniej nie miałam proroczych snów. Swoją droga cała ta sytuacja budziła
wiele kolejnych pytań w mojej głowie: A co jeśli ten chłopak jest prawdziwy? Co
jeśli jego czyny ze snu się ziszczą? Czy dojdzie między nami do czegoś? I czy
dowiem się kim on jest i jakie ma zamiary? Pytania mnożyły się w mojej głowie
jak grzyby po deszczu. Ale teraz nie miałam czasu na szukanie odpowiedzi. Pora
zanieść rzeczy do domu, rozpakować je i zacząć nowe życie.
Jak się okazało,
miałam zamieszkać w jednym z tych pięknych, wypełnionych przepychem domów. Nasz
dom miał z zewnątrz ściany w kolorze ecru, ciemnobrązowy dach z blacho dachówki
i duże okna. Miał on parter i poddasze. To właśnie tam, na poddaszu znajdował
się mój nowy pokój. Zarówno to pomieszczenie, jak i reszta domu, było już
umeblowane. Nie pozostało nam nic innego, jak do nowych mebli powkładać stare
ubrania i inne pierdoły. Zajęło nam to kilka ładnych godzin, męczyliśmy się aż
do wieczora. Kiedy już skończyliśmy rozkładać po domu cały nasz bagaż i siedliśmy
we trójkę na kanapie, usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę. – po czym w podskokach podbiegłam do drzwi, bo
najzwyczajniej byłam podekscytowana tym, że za chwilę poznam nowych ludzi.
- Dobry wieczór. – powiedziała kobieta, która stała przede
mną. Była średniego wzrostu, miała krótkie ciemne włosy z jasnymi pasemkami i
czekoladowe oczy. Obok niej stała
najprawdopodobniej jej córka i jeszcze mąż. Córka była wysoką brunetką o bladej
cerze i brązowych oczach. Widać wdała się w tatusia, który również był wysoki i
miał ten sam kolor włosów i oczu.
- Dobry wieczór. Czym mogę służyć? – odparłam nieco
oficjalnie.
- Panienka wybaczy, my nazywamy się Hastings, jesteśmy
waszymi sąsiadami i przyszliśmy się przywitać. – powiedział do mnie pan
Hastings.
- O to w takim razie zapraszam do środka. – powiedziałam, po
czym otworzyłam szerzej drzwi i wpuściłam ich w nasze ,,niezbyt skromne” progi.
Zaraz potem, chcąc być tą gościnną, zapytałam czy chcą kawy
lub herbaty. Kiedy dostałam zamówienie na 3 herbaty, zorientowałam się, ze my
przecież nie zrobiliśmy zakupów.
- Damn, wybaczcie państwo, ale zapomniałam, że my jeszcze
nie zrobiliśmy żadnych zakupów i nie mamy nawet tej herbaty.
- Och to żaden problem, ale jeśli chcesz, to nasza córka
może ci pokazać gdzie jest najbliższy sklep i mogłabyś kupić coś dla was jutro
na śniadanie. – powiedziała pani Hastings, na co ja się zgodziłam i wzięłam od
mamy 50$, żeby od razu kupić trochę więcej produktów. Po chwili byłyśmy już
razem z nową koleżanką poza domem.
- Tak w ogóle, to mam na imię Małgosia. – powiedziałam, po
czym wyciągnęłam dłoń w jej kierunku.
- Spencer, miło mi. Mogę na ciebie mówić Maggie? –
powiedziała brunetka.
- Nikt tak jeszcze na mnie nie mówił, no ale ok. Może być. –
powiedziałam po czym uśmiechnęłam się, gdyż wydawała się być miła. – Opowiedz
mi coś o sobie.
No i zaczęła mówić. Opowiadała o szkole, do której to ona
chodzi i do której ja za chwilę będę również chodziła, o swoich przyjaciółkach,
o chłopaku. Jak się okazało dwie jej przyjaciółki mieszkają na tej samej ulicy.
Są to Emily i Alison. Emily wyjechała z rodzicami na wakacje, a Ali to ponoć
niezła imprezowiczka i jak to Spencer stwierdziła ,,Na pewno szlaja się gdzieś
teraz po imprezach” .Moim sąsiadem jest również Toby, czyli chłopak Spencer. Ma
on niewidomą siostrę Jennę, jednak kiedy zapytałam Spencer dlaczego ta
dziewczyna nie widzi, nie usłyszałam odpowiedzi. Wydawało mi się to odrobinę
dziwne, no ale cóż, nie chciała mówić, to jej nie zmuszałam. Opowiadała też o
swoich pozostałych dwóch przyjaciółkach: Arii i Hannie. Z tego co mówiła
Spencer dostrzegłam, że każda z nich jest kompletnie inna. Alison to królowa
szkoły, rządna władzy i krwi poddanych. Aria to artystka kochająca się w swoim
nauczycielu. Hanna to taka mądrzejsza i rozsądniejsza wersja lalki Barbie, a
Emily to cicha i uczciwa sportsmenka. No a Spencer, tak mi się przynajmniej
wydawało, była mądrą i zdolną, ale też przebiegłą i sprytną dziewczyną.
Odniosłam wrażenie, że tylko zgrywa grzeczną, a tak naprawdę ma sporo za
uszami. Ale i tak ją polubiłam.
Byłyśmy już prawie przy samym sklepie, kiedy to w oddali
ujrzałam dom. Tak, ten sam, który pojawił się we śnie. Z zewnątrz był tak samo
zniszczony. Wręcz zżerała mnie ciekawość jak jest w środku. Byłam przekonana,
że nie jest tak jak było we śnie, bo to po prostu było niemożliwe. Jednak po
wykonaniu zakupów poprosiłam Spencer byśmy tam poszły. Brązowowłosa była do
tego pomysłu sceptycznie nastawiona, ale w końcu dała się przekonać. Jak się
przy okazji dowiedziałam, owy budynek jest opuszczony od dobrych 10-ciu lat.
Kiedy spytałam jej jak to się stało, że się spalił, odpowiedziała mi, że ona
zbyt wiele nie wie, ale podsłuchała rozmowę rodziców – prawników, z której
wynikało, że ktoś z zewnątrz zaprószył ogień.
- Życie tutaj ciekawie się zapowiada. – pomyślałam głośno, nie
ukrywając lekkiego przerażenia.
_____________________________________
Ech. Kolejny rozdział za mną. Wydaje mi się, że jest dużo gorszy niż poprzedni, no ale cóż. Musi czasem pojawić się gorszy rozdział, żeby w następnym mogło wydarzyć się więcej ;)
Mi się podoba :) może i nie ma w nim nic nadzwyczajnego, ale takie opisy też dużo wnoszą do opowiadania. Trzymam kciuki aby nadtepny rozdział był równie świetny :*
OdpowiedzUsuńTo jest genialne.. już się nie mogę doczekać następnych rozdziałów <3
OdpowiedzUsuńno muszę ci powiedzieć , ze zapowiada się ciekawa historia ;) czekam na kolejny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńYeah, PLL! Mój ulubiony chłopak z Pretty Little Liars to Jason, więc tak trochę liczę, że on się pojawi XD Chłopak Zorro, z tego co pamiętam ma zielone oczka i o ile się nie mylę, Jason ma podobne, ale głowy sobie usiąść nie dam. :P
OdpowiedzUsuńPLL <3333333333333333333333 Toooby! Jestem za,żeby pojawił się Andrew! :D A Zorro musisz pociągnąć dalej *-* A rozdział bardzo ciekawy ;)
OdpowiedzUsuń