wtorek, 18 marca 2014

Rozdział 2.


I nagle jakbym znalazła się w innej rzeczywistości, w miejscu pełnym ludzi. Najprawdopodobniej była to jakaś impreza w bliżej mi nieznanym klubie.  Ubrana byłam w przysłowiową ,,małą czarną” i czarne szpilki, co w moim przypadku było bardzo dziwne, gdyż nie miałam zwyczaju nigdzie się tak ubierać. Rzadko bywałam w tego typu miejscach, ale stwierdziłam, że jak już jestem to zamówię coś do picia. Usiadłam na jedynym wolnym stołku przy barze i zamówiłam szklankę soku pomarańczowego. Kiedy barman szykował moje zamówienie, ja rozejrzałam się wokół siebie.

Jak już wcześniej wspomniałam wszędzie było pełno ludzi, którzy w dodatku tańczyli w rytm muzyki puszczanej przez DJ’a. Wszyscy się świetnie bawili i chyba tylko ja czułam się nieco dziwnie. Nie, żeby mi się tam nie podobało, ale miałam wrażenie, że zaraz przydarzy mi się coś nietypowego. I miałam rację.
Nie zdążyłam nawet dopić swojego soku do końca, kiedy ktoś od tyłu jedną ręką delikatnie objął mnie w pasie, a drugą zakrył oczy. Ściągnęłam dłoń tej osoby z moich oczu i odwróciłam się. Nie wiem kogo chciałam zobaczyć, ale na pewno nie to co rzeczywiście zobaczyłam. Była to osoba, najprawdopodobniej chłopak, w czarnej bluzie i z maską Zorro na twarzy. Zza maski jedynie było widać duże, zielono-niebieskie oczy. Kiedy spojrzałam mu prosto w twarz, gestem powiedział mi bym była cicho,  a potem pokazał ,,chodź” po czym złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. 

Ruszył tak szybko, że mało brakowało, a spadłabym ze stołka, ale na szczęście nic takiego mi się nie przytrafiło. Nie wiem dlaczego, ale nie stawiałam żadnego oporu. Nie czułam żadnego strachu, choć normalnie w takiej sytuacji bałabym się jak diabli i zapewne krzyczałabym wniebogłosy. Posłusznie szłam za nim. Najpierw przez cały klub, aż do wyjścia, a potem przez kilka ulic. Oczywiście idąc tak pytałam go kim jest i co ode mnie chce, lecz odpowiedzią była tylko i wyłącznie cisza. Cisza, która szczerze mówiąc delikatnie mnie pociągała. Słychać było jedynie stukanie moich obcasów i nasze oddechy. On poruszał się tak cicho, jakby nie szedł, a leciał.

Rozejrzałam się po okolicy, którą właśnie przemierzaliśmy. Było to cywilizowane osiedle domków jednorodzinnych. Wszystkie domy wyglądały podobnie do siebie – nowoczesne, pełne przepychu a jednocześnie piękne. Tylko jeden z nich się wyróżniał. Był to stary, ogromny, ale sypiący się już budynek, który najprawdopodobniej został kiedyś delikatnie naruszony przez pożar.  Tak to wyglądało na zewnątrz. Chłopak W Masce Zorro, tak właśnie go nazwałam, zaprowadził mnie do środka. Właśnie kopniakiem otworzył drzwi, kiedy moim oczom ukazał się niesamowity widok. Z zewnątrz ruina, wewnątrz – coś pięknego. Nie wiem czy to były jakieś czary czy moja chora wyobraźnia, ale dom wewnątrz diametralnie różnił się od tego, co było w środku. Kiedy weszłam do środka oniemiałam z zachwytu. Wnętrza urządzone były dość staromodnie. Na podłodze wszędzie położony był parkiet. Wszystkie pomieszczenia urządzone były w podobnym klimacie, najpiękniejszy był jednak salon. Na środku stał wielki stół bilardowy nad którym wisiał kryształowy żyrandol. W rogu pokoju stała spora kanapa o czerwonawym obiciu z drewnianymi podłokietnikami. Przy niej stała prosta ława, tak samo jak inne meble, zrobiona z hebanowego drewna. Kilka metrów przed kanapą stał stary, mały telewizor. Miał nawet te śmieszne pokrętła zamiast przycisków. Przy lewej ścianie stało pianino - widać było, ze ktoś uwielbiał na nim grać, gdyż było ono już odrobinę zużyte. Obok niego stał dość duży barek składający się z szafek ze szklanymi drzwiczkami, a więc było widać cała jego zawartość. Przyznam szczerze, że ta kolekcja zrobiła na mnie duże wrażenie, podobnie jak reszta domu. 

Weszłam do środka salonu, a Chłopak W Masce Zorro gestem zaprosił mnie bym usiadła na kanapie. Tak też zrobiłam, a on w tym czasie szykował dla nas obu jakiś trunek przy barze. Najprawdopodobniej było to jakieś wysokiej klasy wino. ,,Oby tylko było słodkie, bo innych nie znoszę" - pomyślałam. Podał mi kieliszek, po czym usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem, a ja nawet nie protestowałam. Upiłam łyk owego drinka i podobnie jak wszystko wokół mnie było ono najlepsze na świecie. Tak, pan obok mnie też zdawał mi się być ,,najlepszy". Miał w sobie to coś, taki silny magnes, który sprawiał, że nie mogłam mu się sprzeciwić czy oprzeć. Opuszkami palców zaczął błądzić po mojej szyi, co przyprawiało mnie o dreszcze i gęsią skórkę, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tych słów.  Po chwili odłożył kieliszek na ławę, po czym delikatnie opuścił jedno ramiączko mojej sukienki na ramię, chwilę później to samo zrobił z ramiączkiem biustonosza. Chyba nieświadomie posłałam mu spojrzenie pt. ,,No na co czekasz?!”, bo nie minęło nawet 5 sekund, a on zaczął przygryzać najpierw moją szyję, potem bark. A ja znów nie protestowałam, wręcz przeciwnie: chciałam więcej. Czułam, że powoli odpływam pod wpływem jego pieszczot. Lekko przebudził mnie jednak dotyk jego zimnej ręki na wnętrzu mojego prawie całkiem gołego uda. Jego dłoń zaczęła przesuwać się coraz wyżej i wyżej… i nagle usłyszałam pisk opon i klakson.


- A niech mnie, to był tylko sen! – powiedziałam pod nosem z rozczarowaniem. W tym momencie znajdowałam się znowu w taksówce, przejeżdżając przez Warszawę, by w końcu dotrzeć na lotnisko i stamtąd odlecieć do Rosewood.


3 komentarze:

  1. Normalnie brak mi słów!! To był chyba najlepszy rozdział ze wszystkich jakie kiedykolwiek napisałaś :D nie umniejszając oczywiście innym :)

    Serio mega zaskoczenie! Oby tak dalej..

    Aż mi się gorąco zrobiło jak to czytałam xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz świetny styl, który naprawdę jest genialny sam w sobie a jak dopracujesz jeszcze kilka szczegółów będzie normalnie nieziemski i do pozazdroszczenia! Jestem zachwycona poziomem jaki reprezentujesz, bo dzisiaj trudno znaleźć dobre opowiadanie, które jest nie tylko napisane na dobrym poziomie ale też ciekawie. Oczywiście, zostaję z tym opowiadaniem na dużej i życzę dużo weny i cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabiję Cię normalnie XDD
    Tak opisałaś TO i ogółem cały rozdział, że nie wiem co powiedzieć. To chyba Twój najlepszy rozdział, jak dotąd, bo jeszcze nie czytałam dalszych. Mam wrażenie, że chłopak w masce Zorro nie pojawi się tylko we śnie, o nie nie. :D
    No to czytamy dalej! :D

    OdpowiedzUsuń