czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział 11

W domu Spencer już czekała na nas miła niespodzianka w postaci butelki czerwonego, słodkiego wina. Jak to Spencer określiła ,,trzeba zrobić sobie małe przedbiegi". Wypiłyśmy po lampce wina i zabrałyśmy się za przygotowania. Ostatecznie dziewczyny doradziły mi, by na te imprezę włożyć bordową sukienkę. Zanim jednak ją włożyłam, Aria zabrała się za moje włosy. Wspólnie zdecydowałyśmy, że wystarczy samo poskręcanie końcówek w delikatne loki. Nie minęło nawet 20 minut, a moja fryzura była gotowa. Gdy odwróciłam się za siebie, zauważyłam także, że każda z dziewczyn w tej kwestii jest już przygotowana. Zaraz potem zabrałam swoją sukienkę i jasne rajstopy i ruszyłam w kierunku łazienki. Tam szybko wcisnęłam się w sukienkę i o zgrozo zauważyłam, że ledwie się w nią mieszczę.

- Noo Gośka, chyba pora zabrać się za siebie, boś się trochę zapuściła. - skarciłam siebie w myślach. Po wyjściu z łazienki Hanna ,,wzięła mnie w obroty" i zrobiła mi makijaż. Kiedy podała mi lusterko, a ja się w nim obejrzałam, nie mogłam wyjść z podziwu. Niby make-up nie był zbyt mocny, ale wyglądałam jak nie ja. Żeby rozmyć wątpliwości poszłam na korytarz by tam przejrzeć się w dużym lustrze. Zamiast 16-letniej dziewczynki ujrzałam tam piękną i, wydawało by się, dojrzałą kobietę. Po chwili podeszła do mnie Emily i powiedziała:
- Nie patrz w lustro bo diabła zobaczysz. - a na jej twarzy malował się zawadiacki uśmieszek, którego wcześniej u niej nie widziałam.
- Chyba raczej diablicę. - odparłam po czym jeszcze raz spojrzałam z aprobatą na swoje odbicie w lustrze. - Chyba pierwszy raz jestem naprawdę zadowolona z tego jak wyglądam.
- Bo masz z czego. Wyglądasz na prawdę wystrzałowo. - odpowiedziała poklepując mnie po ramieniu, po czym weszła do pokoju i powiedziała głośno:
- To co, laski, po woli chyba pora się zbierać?
- Och faktycznie, jest już za pięć ósma! - powiedziała Spencer. - Dalej, dalej, dziewuszki, zbierać się! Wiecie, jak bardzo nie lubię się spóźniać.

Każda z nas zostawiła swoje rzeczy u Spencer, zabrałyśmy tylko swoje torebki i ruszyłyśmy do domu Alison. Już na progu domu Spencer było słychać głośną muzykę dobiegającą z domu państwa DiLaurentis. DJ ewidentnie miał dobry gust, gdyż już idąc ulicą miałam ochotę tańczyć na jej środku i śpiewać razem z Inną ,,Soy Latina baby, Soy Latina baby! Ok, let's party, say ole!".

Zarówno w środku domu jak i w ogrodzie było pełno ludzi. Przed wejściem wysoki blondyn o niebieskich oczach, chyba nieco starszy od nas, rozdawał poncz w plastikowych kubeczkach. Każda z nas zabrała jeden i weszłyśmy do środka. Centrum imprezy jak zwykle mieściło się w salonie. Najpierw poszłyśmy przywitać się z Alison. Blondynka zdążyła nas zauważyć, zanim do niej dotarłyśmy i już z daleka zapiszczała na nasz widok. Widać było, że jest już trochę wstawiona.
- Wiecie co, ja mam dla was specjalne miejsce. Mało kto tutaj ma miejsce do siedzenia, ale wy będziecie je miały. - powiedziała, po czym wskazała na jedną z w sumie trzech kanap i dodała - Rozgośćcie się i czujcie się jak u siebie.

Postanowiłyśmy usiąść choć na chwilę, by na spokojnie dokończyć napój bogów. Kiedy każda z nas już wypiła, poszłyśmy trochę potańczyć. Jednak na jednym kubku alkoholu się nie skończyło. Alison przynosiła nam co chwila świeżą dostawę. W ten sposób nie było jeszcze nawet północy, a ja już byłam totalnie wyluzowana, Spencer, Aria i Emily również, a o Hannie lepiej nie wspomnę. Po północy, kiedy jak zwykle tańczyłyśmy w swoim dziewczęcym gronie, każda z dziewczyn po kolei zaczęła się oddzielać i tańczyć z chłopcami, którzy je podrywali. Ku mojemu rozczarowaniu mnie wtedy nikt nie poderwał. Postanowiłam więc pójść po dostawę ponczu. Poza stoisku na zewnątrz przy wejściu, spora dawka alkoholu znajdowała się również w kuchni, do której wstęp miała tylko nasza piątka, gdyż zamykana była na klucz. Poszłam więc tam, by w spokoju się trochę napić. Przez stan upojenia alkoholowego, w jakim się właśnie znajdowałam, zapomniałam zamknąć za sobą drzwi. Kiedy chochlą nalewałam sobie ponczu do kubeczka, ktoś od tyłu złapał mnie w pasie. Po zapachu od razu poznałam kim była ta osoba. Jak zwykle pachniał cudowną wodą kolońską, a po pijaku zapach ten działał na mnie jak narkotyk. Odwróciłam się przodem do niego. Miał na sobie maskę, taką samą jak tę w śnie. Już miałam dotknąć jego usta w malinowym kolorze swoimi wargami, kiedy on zaczął mówić.

- Nie wiem o co się na mnie złościsz, ale przepraszam. Nie chcę byś się na mnie gniewała, gdyż jesteś pierwszą kobietą od dawna, która tak bardzo zawładnęła moim sercem i umysłem.
Słowa te były dla mnie jak przyjemnie chłodny, aczkolwiek orzeźwiający prysznic, dzięki któremu momentalnie wytrzeźwiałam. Minęła chwila zanim dotarło do mnie to co właśnie do mnie powiedział. Gdzieś w głębi mojej głowy nadal siedziały nadal rozterki i wahania, jednak serce było silniejsze. Ono podpowiadało: ,,Bierz go!" W odpowiedzi na to, delikatnie, dotykając jego brody zachęciłam go do rozchylenia warg. Wykorzystując jego natychmiastową reakcję, zostawiłam na nich długi, ale nie natarczywy pocałunek. Oderwałam się od niego na chwilę by sprawdzić czy na pewno on pragnie tego samego co ja. Nasze twarze dzieliły milimetry i nie minęła nawet minuta, gdy tym razem to jego usta wbiły się w moje. Popchnął mnie odrobinę do tyłu, nie odrywając jednocześnie swoich ust ode mnie, przyciskając mnie w ten sposób do szafki. On powoli błądził dłońmi po moich plecach, ja za to obiema dłońmi mierzwiłam jego tak misternie ułożoną fryzurę. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, lekko dysząc po długim pocałunku. Wtedy z głośników poleciała moja ulubiona piosenka, więc złapałam Noela za rękę i pobiegliśmy do salonu, gdzie wszyscy goście tańczyli i pili poncz. Nalałam nam ponczu, po czym podałam mu jego kubek, wzięłam swój do ręki i wypiłam duszkiem, na co Noel spojrzał na mnie z aprobatą i powiedział:
- No no no, nieźle. Ciekaw jestem jak długo wytrzymasz, pijąc w takim tempie.
- Powinieneś się cieszyć - będzie łatwiejsza. - wtrąciła Alison, która nagle pojawiła się koło nas. - No dalej dalej gołąbeczki, uciekajcie na parkiet, bo ja muszę tutaj trochę posprzątać. Narobiliście ładnego bałaganu. - Powiedziała, po czym dosłownie wypchnęła nas z kanapy.

A my poszliśmy tańczyć. Znów w mojej głowie procentowe trunki dały o sobie znać. Świat wirował mi przed oczami tak, jakbym właśnie bawiła się na karuzeli. Jednak absolutnie mi to nie przeszkadzało w wyśmienitej zabawie. Razem z Noelem tańczyliśmy raz szybko, raz wolno, w zależności od piosenki. Przy prawie każdej melodii znałam słowa i śpiewałam je głośno, o ile to co ja robię można nazwać śpiewaniem, a Noel patrzył na mnie jak na totalną świruskę - z mieszanką politowania i rozweselenia. Po chwili podeszła do nas Hanna i krzyczała:
- Chodźcie, mamy świetną zabawę, na pewno wam też się spodoba. - i złapała mnie za rękę, a następnie zaprowadziła ponownie do kuchni. Tam na stole stało 20 kubków wypełnionych ponczem: 10 na jednym końcu, 10 na drugim. Dwoje zawodników, którymi akurat wtedy byli Spencer i jakiś nieznany mi chłopak, grało w coś podobnego do tenisa stołowego. Jednak ta gra miała nieco inne zasady. Chodziło o to, że gdy piłeczka rzucona przez jednego zawodnika odbije się od stołu a następnie trafi do kubeczka to przeciwnik musi wypić duszkiem całą jego zawartość. Osoba, która jako pierwsza wypije poncz ze wszystkich kubeczków przegrywa. W ten sposób Spencer wypiła raptem 2 kubki, a jej przeciwnik aż 6. Widać było, że był już porządnie pijany, gdyż miał wielki problem z trafieniem do kubeczków, po drugiej stronie stołu. Ostateczny wynik u tej pary wyglądał następująco: 4 kubeczki wypite przez Spencer, 10 przez jej przeciwnika. Następnie przyszła kolej na nas. Szło nam dość dobrze, wynik do pewnego momentu był bardzo wyrównany, jednak po kilku minutach dziwnym trafem, kubeczki po stronie Noela zaczęły mi się dwoić przed oczami. Usilnie próbowałam do nich trafiać, żeby nie przegrać, jednak nie udawało mi się. Po około 10 minutach gra została zakończona, z następującym rezultatem: 10 pustych kubeczków po ponczu u mnie i 5 pustych u Noela. Ostatnia rzecz jaką pamiętam to zawadiacki uśmiech Noela po wygranej. A potem, jakby to kolokwialnie ująć, urwał mi się film.

10 komentarzy:

  1. No to ładnie :D ciekawe tylko co sie stanie w czasie urwanego filmu.

    Czekam z niecierpliwością na następną notkę; )

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej. Prosiłaś o powiadomienie, więc powiadamiam, że pojawił się nowy rozdział.
    http://lowca-samobojcow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny rozdział! Już 11 rozdział, będę musiała nadrobić wcześniejsze. Jestem pewna, że jest równie fajny co ten. Jestem ciekawa co zdarzy się dalej, gdy Rose się obudzi :))

    w wolnej chwili zapraszam do siebie
    http://scar-never-fade.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest genialne A Alison jak ta nasza dobra stara Alison :D I Noelh genialne <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Noel Noel Noel Noel <3333 Kurcze nadgoniłam rozdziały i teraz muszę czekać :(((( Ehh no nic.Powodzenia! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Och w końcu mogę skomentować ! Widać, że alkohol robi swoje i działa cuda haha warto było czekać do takiego rozdziału, mam nadzieje, że teraz będą pojawiały się częściej i dłuższe <333

    Twoja wierna fanka Anett !

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojeej nie mogę się doczekać kolejnego. Mam nadzieję,że będzie jeszcze dużo scen z Moelem albo Naggie :P Nie wiem dziwnie chyba to brzmi xd Czekam na kolejny! :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak tak w końcu jestem i komentuje choć wydawało mi się, że już zrobiłam. Jestem ciekawa co będzie dalej. Czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń