Nie wiem czy wcześniej o tym wspominałam, ale pokój w rzeczywistosci wyglądał bardzo podobnie jak w tamtym śnie. Z tym, że wszystkie meble zostały bardzo mocno poniszczone. Tak mocno, że wręcz groziły rozpadem. Parkiet niektórych miejscach został zerwany, płyta stołu bilardowego została starta tak mocno, że ledwie było jeszcze na niej widać dawną zieleń, a na kanapę to aż żal było patrzeć. Wszędzie zalegały grube warstwy kurzu, a i pajaki nie omieszkały urządzic sobie tutaj paru pajęczyn. Pierwszą rzeczą jaka tym razem rzuciła mi się w oczy był regał stojący w prawym rogu pokoju. Podeszłam do niego i zaczełam przeglądac stojące na nim rzeczy.
Pierwsze co wzięłam do ręki, to była ramka ze zdjęciem szczęśliwej rodziny. Na pierwszym planie znajdowała się czwórka szeroko uśmiechnietych ludzi: po lewej stronie stał około 40-letni pan, z lekko siwiejącymi włosami i bujnym wąsem, obok niego pani mniej więcej w tym samym wieku, o podwinietych kasztanowych włosach do ramion i dwie dziewczynki. Starsza z nich mogła miec około 12-stu lat, młodsza może około 5. 5-latkę ojciec trzymał ,,na barana", nastolatka zaś stała obok mamy i obejmowała ją ramieniem Obydwie córki miały długie włosy w takim samym kolorze jak ich matka. Starsza z nich nosiła je rozpuszczone, jedynie co je trzymało, to gruba gumowa opaska. Młodsza miała włosy zaplecione w dwa warkocze. Wyglądali na kochającą się grupę ludzi. Nie do końca mogłam odgadnąc, którą z córek na zdjęciu była Nicky. Na szczęście jakis madry człowiek z tyłu podpisał zdjęcie następująco: ,,Od prawej: Hayley, Kate, Josh i Nicky. Wynikało z tego, że na zdjęciu Nicky to ta najmłodsza dziewczynka. Zrobiło mi się smutno kiedy pomyślałam o tym, co musiał przeżyc jej ojciec. Matka z siostrą pewnie też bardzo mocno przeżyły jej odejście, natomiast widac było, że Nicky i Josha łączyła specyficzna, mocna więź. Była zapewne córeczką tatusia. Tak samo jak ja. Mojego prawdziwego ojca nie znam, ale ten adopcyjny jest najlepszym tatą na świecie. Oczywiście jak każdy rodzic zadrza mu się na mnie nakrzyczec, przez co ja potem na niego się obrażam, ale nie jestem w stanie chowac do niego urazy dłużej niż pół godziny. Zawsze jakis czas po sprzeczce przychodziłam do niego, lekko go szturchnęłam a on w odpowiedzi na to obejmował mnie swoimi ramionami.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Spencer:
- Znalazłaś coś? - spytała głośno krzycząc z perwszego piętra,
- Na razie tylko zdjęcie całej rodziny. Wiem tylko jak się nazywają, że byli ze sobą szczęśliwi i że Nicky miała starszą siostrę.
- To że się uśmiechali, nie znaczy, że byli szczęśliwi. - opdowiedziała z dezaprobatą.
- Fakt. Szukam dalej. - odpowiedziałam, po czym przeniosłam się na półkę wyżej. Na nie również znajdowało się zdjęcie, na którym były Nicky i Hayley. Jednak już to zdjęcie mnie tak nie zainteresowało, gdyż przy tylniej ściane regału zobaczyłam książki. Jako iż jestem totalnym książkocholikiem od razu zabrałam się za ich przeglądanie. Książka po książce, kartka po kartce. Chyba mam jakiś dar jasnowidzenia, czy coś w ten deseń, bo z trzeciej przeglądanej książki wyleciały dwie koperty. Napędzana ciekawością rozerwałam je jednym ruchem. Znajdowały się w nich dwa listy. Adresowane były do Kate Rose, czyli matki Nicky, a ich nadawcą o dziwo był jej mąż. Zdziwiłam się nieco, że policja jeszcze do tego nie dotarła, ale pominęłam ten fakt i zaczęłam czytac listy. Zamarłam, kiedy w pierwszym z nich, zaraz na początku znalazłam takie słowa ,,kochana Kate, uwierz mi, to nie ja zabiłem Nicky. Przecież to była moja ukochana córeczka." Przerażona, ale jednocześnie zaintrygowana tą informacją postanowiłam czytac dalej. W pierwszym z listów facet cały czas usiłował przekonac swoja małżonkę o tym, że jest niewinny. W drugim zaś opisał swoje podejrzenia a brzmiało to tak:
Droga Kate,
wiem, że nie chcesz mnie znac ale błagam cię przeczytaj ten list. Nie mogę wyjawic tego policji gdyż nikt już mnie nie chce przesłuchiwac, ale to może bardzo pomóc w śledztwie. Podczas pobytu tutaj miałem całe mnóstwo czasu, by przemyslec sprawę, przypomniec sobie wiele nawet najdrobniejszych elementów z okresu przed zaginięciem naszej córeczki. I przypomniałem sobie jedno wydarzenie. Tego dnia, kiedy Nicky pokłóciła się z nami i wybiegła z domu wbrew naszej woli jak wiesz pojechałem jej szukac. przejeżdżając przez ulice osiedla zauważyłem przy jednym z domów mężczyznę szamoczącego się z jakąś młodą szatynką, nie mogłem jednak dojrzec jej twarzy, gdyż za szybko jechałem, a mężczyzna który ja szarpał stał do mnie plecami i zasłaniał dziewczynę. Wiem tylko tyle, że facet ubrany był w czarny garnitur, miał opaloną skórę i ciemne, krótkie, zaczesane do tyłu włosy. Usłyszałem tylko ,,jeśli piśniesz chocby słowo to..." i nic poza tym. Błagam cię, przekaż to policji.
Kocham cię,
Josh.
Opis mężczyzny w liście idealnie mi pasował do Garreta. Przestraszyłam się nieco, więc zawołałam Spencer, a ta pędem zbiegła po schodach i wyrwała mi list z ręki. Po przeczytaniu jej mina mówiła bardzo niecenzuralne słowa, krótko mówiąc tak jak ja była w szoku. Jednomyślnie postanowiłyśmy pokazac to policji. Wiedziałyśmy, że możemy narazic w ten sposób także siebie, ale nie mogłyśmy tak istotnego dowodu ukryc, bo to mogłoby miec dla nas jeszcze gorsze konsekwencje. Przeszukałyśmy dość dokładnie resztę pomieszczeń ale ku naszemu niezadowoleniu nie znalazłyśmy nic więcej, co by mogło mieć większy wpływ na śledztwo. Poszłysmy zatem na komisariat. Kiedy dotarłyśmy już na miejsce, policjant słusznych rozmiarów pokierował nas do gabinetu Noela, co nie za bardzo mi się spodobało. Gdy już znajdowałyśmy się przed drzwiami do jego gabinetu, w ostatniej chwili przed zapukaniem do drzwi zawahałam się i powiedziałam do Spencer:
- Wiesz co, ja moze jednak sobie już pójdę. - po czym odwróciłam się na piecie i zdążyłam zrobic jeden krok, kiedy Spenc złapała mnie za łokieć, przyciągnęła do siebie i odpowiedziała.
- O nie, droga koleżanko, ty idziesz ze mną. - po czym otworzyła drzwi do gabinetu i wkroczyła do niego pewnie, ciągnąc mnie za sobą.
- Kogo ja widzę. - powiedział Noel na dzień dobry. - W czym mogę pomóc?
W odpowiedzi na to bez słowa rzuciłam oba listy na jego biurko. Po chwili poświęconej na przczytanie obu listów Noel odetchnał głęboko i zapytał:
- Skąd to macie?
- Znalazłyśmy w dawnym domu państwa Rose. - odpowiedziała Spencer.
- Pokażę to moim kolegom i razem zdecydujemy co z tym zrobić. - rzekł w naszym kierunku. Jego twarz wyrażała wyraźną dezaprobatę. Zastanawiało mnie tylko czy odczucie to dotyczyło nas, czy listów. Po chwili szeptem dodał:
- Po cholere się tam kręcicie? Życie wam nie miłe? Jak Garret sie dowie to już po was...
- A ty zapewne będziesz pierwszym, który go poinformuje. - wypaliłam. - Bo przecież jesteś jego takim uczciwym pachołkiem.
-Dobrze wiesz, że nie pisnę na ten temat ani słowa i że robię to wszystko dla dobra śledztwa. - odparł z niemałym zdenerwowaniem.
- W takim razie powodzenia życzę. - odpowiedziałam po czym wyszłam z pokoju trzaskajac drzwiami. Przez nerwy zapomniałam o tym by poczekać na Spencer i biegłam przed siebie. Na szczęście była wyższa ode mnie, miała dłuższe nogi i szybko mnie dogoniła, złapała za ramię i obróciła twarzą do siebie.
- O co chodzi z tym komisarzem? Dlaczego ziejesz do niego taką nienawiścią?
Wahałam się, czy powiedzieć jej o tym co się wydarzyło kilka godzin wcześniej, ale ostatecznie zdecydowałam, że opowiem. Wyklarowałam jej dokładnie całą sytuację zaczynając od snu, przez spotkanie w domu Rose'ów i jego wizytę u mnie na balkonie aż po dzień dzisiejszy i ten feralny pocałunek.
- I w sumie sama już nie wiem co o tym wszystkim myśleć, a on mi w tym nie pomaga. - dodałam na sam koniec.
Spenc nie ukrywała swojego zdziwienia i lekkiej dezaprobaty, ale na szczęście obyło się bez opieprzu za to, ze mówię jej to dopiero teraz.
- No to widzę grubsza sprawa. Pewnie nie chcesz go widzieć, ale według mnie najlepszym wyjściem z sytuacji jest szczera rozmowa z nim. Bo skąd chłopak ma wiedzieć jak powinien a jak nie powinien się zachowywać, skoro nie wie co czujesz?
- No w sumie racja... Ale to kiedy indziej, jak już wyjaśni się cała sprawa z Nicki Rose. Wygląda na to, że niedługo sprawa dobiegnie końca, więc jakoś do tego czasu wytrzymam.
Przez krótką chwilę szłysmy w dość niezręcznym milczeniu, aż w koncu Spencer zaczęła mówić o pierdołach, a ja dałam się w to wciągnąć. Na moje szczęście bo przynajmniej na chwilę oderwałam myśli od całej sprawy z Noelem. Kiedy byłyśmy kilka przecznic od naszych domów, nagle na horyzoncie pojawiła się Hanna.
- Hej dziewczęta, dokąd idziecie? - spytała wesoło. W jej blond włosy zawiał wiatr i zdmuchnął kilka kosmyków na twarz, a ona zgrabnym ruchem je odgarnęła.
- Wracamy do domu. Nie wiem jak Spencer, ale ja nie mam zamiaru dzisiaj już wytykać nosa z domu na milimetr. - powiedziałam, nie ukrywajac jednocześnie zmęczenia, które właśnie mnie dopadło.
- No co wy, nie idziecie na imprezę do Alison? - widać było, że ogarnął ją szok.
- Yyyy... to Ali wyprawia dzisiaj jakąś imprezę? Tak bez okazji, czy o czymś zapomniałam? - odparła Spencer.
- Przecież wiesz, że Alison wykorzysta każdą, nawet najmniejszą okazję, by zaszaleć. Dla niej nawet święto lasu jest dobrą okazją do zabawy. - odpowiedziała Hanna.
- W sumie... Po tych wszystkich dzisiejszych nerwach napiłabym się troche ponczu. - wydukała Spenc po czym spojrzała na mnie wymownie.
- O nie, co to to nie, ja dzisiaj nigdzie się nie ruszam! - wyrzuciłam z siebie, gdy zorientowałam co tkwi w tym spojrzeniu.
- No proszę cię, nie bądź drętwa. - rzuciła Hanna. - Poznasz trochę więcej ludzi z naszej szkoły. Jesteś nowa, przyda ci się.
Nie byłam zbyt do tego przekonana, ale ostatecznie, po wielokrotnych namowach, skusiłam się. Hanna już wcześniej umówiła się z Aria i Emily na wspólne strojenie, ale ostatecznie ustaliłyśmy, że wszystkie spotkamy się u Spencer o 18. Chwilę potem rozstałyśmy się i Hanna ruszyła w dalszą drogę, a my w kierunku naszych domów. Kiedy już weszłam do domu, nie marzyłam o niczym innym niż o gorącym prysznicu. Ściągnęłam szybko z siebie wierzchnie ubranie, pobiegłam szybko do łazienki, tam zrzuciłam z siebie resztę rzeczy i dosłownie wskoczyłam pod prysznic. Jak zwykle wizyta tam trwała dość długo, gdyż chwile musiałam poświęcić na bezczynne stanie i delektowanie się ciepłymi kroplami spływającymi po moim zmęczonym ciele. Kiedy już wystarczająco się zrelaksowałam, umyłam się szybko, a następnie wytarłam się ręcznikiem i tradycyjnie w niego owinęłam. Potem zmyłam pozostałości po makijażu, zabrałam swoje ubrania i wróciłam do pokoju. Tam przebrałam się w wygodniejsze ciuchy. założyłam na siebie czarna bluzkę bokserkę i szare getry. Włosy związałam w niedbały kok. Tak było zdecydowanie bardziej komfortowo. Postanowiłam przygotować swój nastrój na imprezę, dlatego włączyłam laptopa, otworzyłam Spotify i puściłam sobie parę tanecznych piosenek. Pierwszą z nich była piosenka Davida Guetty. Kto jak kto, ale akurat on robi świetne, imprezowe kawałki. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 16:30. Nie zostało mi jakoś specjalnie dużo czasu, więc postanowiłam przed tym wszystkim zjeść coś, żeby nie pić alkoholu na pusty żołądek. Na szybko przygotowałam sobie kanapki i herbatę. Kiedy je zjadłam była prawie 17. Czasu zostało jeszcze sporo, ale jako że jestem dziewczyną i często mam problem z wybraniem jednej kreacji, to ruszyłam do swojego pokoju i otworzyłam szafę najszerzej jak się dało. Przyglądałam się poszczególnym ciuchom po kilka razy i ostatecznie wybrałam 3 wersje, które zamierzałam zabrać do domu Spencer.
Pierwszą z nich był zestaw w czarno-białych barwach. Składał się on czarnej mini z wysokim stanem, białej i dość luźnej koszulki bez rękawów z napisem ,,BANG BANG" oraz czarnej skórzanej krótki. Do tego dobrałam jeszcze czarne rajstopy i buty na wysokim i grubym obcasie.
Drugą opcją była bordowa sukienka z obcisłą górą, rozkloszowana od talii w dół. Do tego te same buty co we wcześniejszej opcji no i mała czarna torebka ze złotymi dodatkami.
Trzecia wersja była w sumie najzwyklejsza, bowiem zawierała w sobie czarną bluzkę bokserkę z tyłem zrobionym z koronki, ciemne jeansowe szorty i baleriny.
To wszystko zapakowałam do reklamówek. Uszykowałam także cały zestaw swoich kosmetyków, tak w razie gdyby te u Spencer mi się nie podobały. Na pół godziny przed wyjściem pomalowałam jeszcze paznokcie na kolor krwisto czerwony. Powoli zbliżała się pora wyjścia, więc zabrałam wszystkie reklamówki z łóżka, zarzuciłam kurtkę na grzbiet i zeszłam na dół. Tam na stole w kuchni zostawiłam wiadomość rodzicom, że wrócę późno. Nie powiedziałam dokąd idę, bo pewnie i tak sami się zorientują, gdy usłyszą muzykę. Znając ich, nie przyjdą po mnie i nie zabiorą mnie stamtąd siłą, ale pewnie dostanę ostrzy opieprz. Ale mnie to nie ruszało, w sumie w tym momencie wszystko poza imprezą było mi totalnie obojętne. Tak jak na początku nie chciałam tam iść, tak teraz nie pragnęłam niczego innego. Przynajmniej tam mogłam odseparować się na kilka godzin od swoich zmartwień. Kiedy już napisałam tę kartkę, założyłam buty na nogi, i wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi na klucz. Do domu Spencer nie miałam daleko, ponieważ znajdował się po drugiej stronie ulicy, na skos od mojego domu. Jakieś może 50 metrów. Po drodze natknęłam się na pozostałe dziewczyny: Emily, Hannę i Arię. Ledwie spojrzałam na ich twarze, a już wiedziałam, że to będzie długa i szalona noc.
______________________________________
Nooo w końcu udało mi się napisać coś, z czego jestem w miarę zadowolona! Mam nadzieję, ze i wam się spodoba :)
- Wiesz co, ja moze jednak sobie już pójdę. - po czym odwróciłam się na piecie i zdążyłam zrobic jeden krok, kiedy Spenc złapała mnie za łokieć, przyciągnęła do siebie i odpowiedziała.
- O nie, droga koleżanko, ty idziesz ze mną. - po czym otworzyła drzwi do gabinetu i wkroczyła do niego pewnie, ciągnąc mnie za sobą.
- Kogo ja widzę. - powiedział Noel na dzień dobry. - W czym mogę pomóc?
W odpowiedzi na to bez słowa rzuciłam oba listy na jego biurko. Po chwili poświęconej na przczytanie obu listów Noel odetchnał głęboko i zapytał:
- Skąd to macie?
- Znalazłyśmy w dawnym domu państwa Rose. - odpowiedziała Spencer.
- Pokażę to moim kolegom i razem zdecydujemy co z tym zrobić. - rzekł w naszym kierunku. Jego twarz wyrażała wyraźną dezaprobatę. Zastanawiało mnie tylko czy odczucie to dotyczyło nas, czy listów. Po chwili szeptem dodał:
- Po cholere się tam kręcicie? Życie wam nie miłe? Jak Garret sie dowie to już po was...
- A ty zapewne będziesz pierwszym, który go poinformuje. - wypaliłam. - Bo przecież jesteś jego takim uczciwym pachołkiem.
-Dobrze wiesz, że nie pisnę na ten temat ani słowa i że robię to wszystko dla dobra śledztwa. - odparł z niemałym zdenerwowaniem.
- W takim razie powodzenia życzę. - odpowiedziałam po czym wyszłam z pokoju trzaskajac drzwiami. Przez nerwy zapomniałam o tym by poczekać na Spencer i biegłam przed siebie. Na szczęście była wyższa ode mnie, miała dłuższe nogi i szybko mnie dogoniła, złapała za ramię i obróciła twarzą do siebie.
- O co chodzi z tym komisarzem? Dlaczego ziejesz do niego taką nienawiścią?
Wahałam się, czy powiedzieć jej o tym co się wydarzyło kilka godzin wcześniej, ale ostatecznie zdecydowałam, że opowiem. Wyklarowałam jej dokładnie całą sytuację zaczynając od snu, przez spotkanie w domu Rose'ów i jego wizytę u mnie na balkonie aż po dzień dzisiejszy i ten feralny pocałunek.
- I w sumie sama już nie wiem co o tym wszystkim myśleć, a on mi w tym nie pomaga. - dodałam na sam koniec.
Spenc nie ukrywała swojego zdziwienia i lekkiej dezaprobaty, ale na szczęście obyło się bez opieprzu za to, ze mówię jej to dopiero teraz.
- No to widzę grubsza sprawa. Pewnie nie chcesz go widzieć, ale według mnie najlepszym wyjściem z sytuacji jest szczera rozmowa z nim. Bo skąd chłopak ma wiedzieć jak powinien a jak nie powinien się zachowywać, skoro nie wie co czujesz?
- No w sumie racja... Ale to kiedy indziej, jak już wyjaśni się cała sprawa z Nicki Rose. Wygląda na to, że niedługo sprawa dobiegnie końca, więc jakoś do tego czasu wytrzymam.
Przez krótką chwilę szłysmy w dość niezręcznym milczeniu, aż w koncu Spencer zaczęła mówić o pierdołach, a ja dałam się w to wciągnąć. Na moje szczęście bo przynajmniej na chwilę oderwałam myśli od całej sprawy z Noelem. Kiedy byłyśmy kilka przecznic od naszych domów, nagle na horyzoncie pojawiła się Hanna.
- Hej dziewczęta, dokąd idziecie? - spytała wesoło. W jej blond włosy zawiał wiatr i zdmuchnął kilka kosmyków na twarz, a ona zgrabnym ruchem je odgarnęła.
- Wracamy do domu. Nie wiem jak Spencer, ale ja nie mam zamiaru dzisiaj już wytykać nosa z domu na milimetr. - powiedziałam, nie ukrywajac jednocześnie zmęczenia, które właśnie mnie dopadło.
- No co wy, nie idziecie na imprezę do Alison? - widać było, że ogarnął ją szok.
- Yyyy... to Ali wyprawia dzisiaj jakąś imprezę? Tak bez okazji, czy o czymś zapomniałam? - odparła Spencer.
- Przecież wiesz, że Alison wykorzysta każdą, nawet najmniejszą okazję, by zaszaleć. Dla niej nawet święto lasu jest dobrą okazją do zabawy. - odpowiedziała Hanna.
- W sumie... Po tych wszystkich dzisiejszych nerwach napiłabym się troche ponczu. - wydukała Spenc po czym spojrzała na mnie wymownie.
- O nie, co to to nie, ja dzisiaj nigdzie się nie ruszam! - wyrzuciłam z siebie, gdy zorientowałam co tkwi w tym spojrzeniu.
- No proszę cię, nie bądź drętwa. - rzuciła Hanna. - Poznasz trochę więcej ludzi z naszej szkoły. Jesteś nowa, przyda ci się.
Nie byłam zbyt do tego przekonana, ale ostatecznie, po wielokrotnych namowach, skusiłam się. Hanna już wcześniej umówiła się z Aria i Emily na wspólne strojenie, ale ostatecznie ustaliłyśmy, że wszystkie spotkamy się u Spencer o 18. Chwilę potem rozstałyśmy się i Hanna ruszyła w dalszą drogę, a my w kierunku naszych domów. Kiedy już weszłam do domu, nie marzyłam o niczym innym niż o gorącym prysznicu. Ściągnęłam szybko z siebie wierzchnie ubranie, pobiegłam szybko do łazienki, tam zrzuciłam z siebie resztę rzeczy i dosłownie wskoczyłam pod prysznic. Jak zwykle wizyta tam trwała dość długo, gdyż chwile musiałam poświęcić na bezczynne stanie i delektowanie się ciepłymi kroplami spływającymi po moim zmęczonym ciele. Kiedy już wystarczająco się zrelaksowałam, umyłam się szybko, a następnie wytarłam się ręcznikiem i tradycyjnie w niego owinęłam. Potem zmyłam pozostałości po makijażu, zabrałam swoje ubrania i wróciłam do pokoju. Tam przebrałam się w wygodniejsze ciuchy. założyłam na siebie czarna bluzkę bokserkę i szare getry. Włosy związałam w niedbały kok. Tak było zdecydowanie bardziej komfortowo. Postanowiłam przygotować swój nastrój na imprezę, dlatego włączyłam laptopa, otworzyłam Spotify i puściłam sobie parę tanecznych piosenek. Pierwszą z nich była piosenka Davida Guetty. Kto jak kto, ale akurat on robi świetne, imprezowe kawałki. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 16:30. Nie zostało mi jakoś specjalnie dużo czasu, więc postanowiłam przed tym wszystkim zjeść coś, żeby nie pić alkoholu na pusty żołądek. Na szybko przygotowałam sobie kanapki i herbatę. Kiedy je zjadłam była prawie 17. Czasu zostało jeszcze sporo, ale jako że jestem dziewczyną i często mam problem z wybraniem jednej kreacji, to ruszyłam do swojego pokoju i otworzyłam szafę najszerzej jak się dało. Przyglądałam się poszczególnym ciuchom po kilka razy i ostatecznie wybrałam 3 wersje, które zamierzałam zabrać do domu Spencer.
Pierwszą z nich był zestaw w czarno-białych barwach. Składał się on czarnej mini z wysokim stanem, białej i dość luźnej koszulki bez rękawów z napisem ,,BANG BANG" oraz czarnej skórzanej krótki. Do tego dobrałam jeszcze czarne rajstopy i buty na wysokim i grubym obcasie.
Drugą opcją była bordowa sukienka z obcisłą górą, rozkloszowana od talii w dół. Do tego te same buty co we wcześniejszej opcji no i mała czarna torebka ze złotymi dodatkami.
Trzecia wersja była w sumie najzwyklejsza, bowiem zawierała w sobie czarną bluzkę bokserkę z tyłem zrobionym z koronki, ciemne jeansowe szorty i baleriny.
To wszystko zapakowałam do reklamówek. Uszykowałam także cały zestaw swoich kosmetyków, tak w razie gdyby te u Spencer mi się nie podobały. Na pół godziny przed wyjściem pomalowałam jeszcze paznokcie na kolor krwisto czerwony. Powoli zbliżała się pora wyjścia, więc zabrałam wszystkie reklamówki z łóżka, zarzuciłam kurtkę na grzbiet i zeszłam na dół. Tam na stole w kuchni zostawiłam wiadomość rodzicom, że wrócę późno. Nie powiedziałam dokąd idę, bo pewnie i tak sami się zorientują, gdy usłyszą muzykę. Znając ich, nie przyjdą po mnie i nie zabiorą mnie stamtąd siłą, ale pewnie dostanę ostrzy opieprz. Ale mnie to nie ruszało, w sumie w tym momencie wszystko poza imprezą było mi totalnie obojętne. Tak jak na początku nie chciałam tam iść, tak teraz nie pragnęłam niczego innego. Przynajmniej tam mogłam odseparować się na kilka godzin od swoich zmartwień. Kiedy już napisałam tę kartkę, założyłam buty na nogi, i wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi na klucz. Do domu Spencer nie miałam daleko, ponieważ znajdował się po drugiej stronie ulicy, na skos od mojego domu. Jakieś może 50 metrów. Po drodze natknęłam się na pozostałe dziewczyny: Emily, Hannę i Arię. Ledwie spojrzałam na ich twarze, a już wiedziałam, że to będzie długa i szalona noc.
______________________________________
Nooo w końcu udało mi się napisać coś, z czego jestem w miarę zadowolona! Mam nadzieję, ze i wam się spodoba :)
Coraz bardziej wciąga ta historia, trochę zawiłości, które tylko zachęcają do dalszego wgłębiania się w nią.
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie jak dziewczyny dalej poprowadzą swoje własne śledztwo.
Życzę dalszej weny :)
Witaj!
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do Liebster Award! ;)
Informacje: http://wyspa-wyrzutkow.blogspot.com/2015/01/liebster-award.html ;))
Zapraszam,
Do zobaczenia,
~Rebecca~
Powiem Ci, że coraz to bardziej mnie zaskakujesz. Oczywiście w tym pozytywnym znaczeniu jak zawsze zresztą ! ;D Pisze o wiele lepiej i notki są długie co mnie bardzo cieszy chociaż kończysz w takich momentach, że aż mam ochotę cię udusić ;D Mam nadzieje, że w końcu śledztwo dobiegnie końca i wszystko dobrze się ułoży. Czekam na kolejną cześć. Pozdrawiam i dużo weny życzę ! ;*
OdpowiedzUsuńAleee fajneee mam nadzieję,że kolejna pojawi się w miarę szybko ;))) Powodzenia!
OdpowiedzUsuń